X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przed furtką widać było czarną postaćLelickiego i jaśniejszy punkcik na wysokości jego twarzy.Lelicki oparty o parkanpalił leniwie papierosa. No i co? Znalazł go pan? Dopadł?Zamykał za sobą furtkę, kiedy Lelicki powiedział: Niech pan się nie martwi, inżynierze, spotka go pan na pewno.Już niedługo.Róże, wszędzie róże.Apoteoza zwycięstwa.Ogarnięty fu�rią, gołymi rękami począłszarpać, miażdżyć, rozgniatać, niszczyć te czarne, ciche, milczące róże.Kopał, gryzł,dy�szał  walczył.Nie czuł bólu, dusił się intensywnym, zapa�chem róż, charczał,rozgrywał, łamał.Wyrwać wszystkie, co do jednej, zabić, zabić, niech nie straszą, nieszydzą.Wiele czasu minęło, nim oprzytomniał.Powlókł się ku lśniącej nieskazitelnąbielą willi.W lustrach holu zobaczy! upiora.Sie�bie.Przekrwione oczy,wybałuszone, oszalałe i usta czarne od ziemi i od krwi.Potem ręce, oglądał je długo,jak ślepiec zbli�żając je na wysokość wzroku, były bez czucia, spuchnięte, po�oranekolcami róż, krwawe.Zadzwonił telefon.Róża  pomyślał. Karol? Halo? Mówi Krystyna.Jaka Krystyna  pomyślał. Karol, halo? Słyszysz mnie? Tu Krystyna. Co znowu za Krystyna?  rzucił słuchawkę.Z lustra patrzyła na niego twarzupiora. Rozbić lustra  pomyślał.Telefon rozdzwonił się ponownie. Odczep się  powiedział. Muszę cię widzieć, Karol.Koniecznie. Odczep się, zrozumiałaś? Karol.Ja widziałam.Ja widziałam coś.wczoraj.Zesztywniał.Będę się teraz bał wszystkiego i wszystkich  pomyślał  nawet tej idiotki. No?  Widziałam coś.Coś, co chyba dotyczy ciebie i Anny.Ka�rol? Jesteś tam?Jesteś?  ponowiła pytanie, bo milczał. Co widziałaś? Nie przez telefon.Był u mnie prokurator, rozumiesz? Ale mu tego niepowiedziałam. Przyjdę.Jutro.O ósmej. Karol, ja. O ósmej  odłożył słuchawkę.Widziała? Co? Jak wle�wałem morfinę? Nie,tego nie widziała, gruchała tak czule z Anną. Szantaż  pomyślał. Co mnie towszystko ob�chodzi, Anna, Krystyna, prokurator, kapitan; co mnie to ob�chodziteraz, kiedy Róża jest znowu, gdzieś obok.Blisko, może na wyciągnięcie ręki?Poszedł jak najciszej na górę, żeby nie obudzić Dominiki.Ta sprawa jest zamknięta,w po�rządku, wygrana  ta sprawa należy już do czasu przeszłe�go.Rzucił się natapczan.Cóż go może obchodzić śmierć Ewy, aresztowanie Anny, jego życie, takdoskonale wymode�lowane, rozpadło się, on rozpadł się, ginął.Strach zamknął goszczelnym pierścieniem, dusił, Róża, tylko Róża jest waż�ny-Co się ze mną stało? Czy to ja?Był niczym.Był zerem, pospolitym i mizernym, jak inni.Płakał ze strachu.Pocił sięze strachu.%7łeby móc cofnąć czas! Jeszcze kilka godzin temu przeżywał uniesienie zpowodu własnej wielkości, dzielił świat na: ja i reszta.Reszta to ci głupcy, i czuł sięw mocy kierować ich życiem.Głupcy stano�wili o prawie, o sprawiedliwości.Sprawiedliwość, pojęcie śmieszne, komiczne, bo wymyślone dla asekuracji przeztchó�rzów i głupców.Czymże ona była, jeżeli dotąd udawało mu się ją takwystawiać do wiatru? Metafizyka.Przez trzydzieści kil�ka lat bawił się z tąsprawiedliwością w chowanego.Była śle�pa, głucha i niema.Tak myślał jeszczekilka godzin temu, eu�forycznie i nieprawdziwie, poczuł się na tyle silny, żebysko�czyć sprawiedliwości do gardła.I skoczył pewnie, jak za starych, dobrychczasów.Dłonie miał sprawne, silne, a ruch doskonale wymierzony.Skoczył, ale tonie był Róża, lecz ten kretyn Lelicki.Róża jednak zmartwychwstał w opisie Lelic-kiego, zmaterializował się, stał się rzeczywisty, realny, żył, a przecież żyć niepowinien.%7łył cały czas, może mijali się kil�ka razy na dzień, dlaczego się czaił,zamiast uderzyć? Zamiast skorzystać choćby z tego asekuracyjnego pojęcia sprawie�dliwość  i wymierzyć ją na własną rękę?  Spotka go pan na pewno.Jużniedługo".Zmrużone chytrze, małe, wyblakłe oczka.Obleśny uśmiech.Ryża, odrażającaszczecina dawno niegolonego zarostu na brudnych, obwisłych policzkach. Spotka go pan na pewno.Już niedługo".Wysoki, szczupły.Włosy jak len, kręcone przy skroniach.Gładkie policzki,niebieskie, duże dziewczyńskie oczy.Ale przecież.Do diabła! Przecież minęło od tamtego dnia ponad trzydzieści lat, ijeśli nie zabiłem Róży, on musiał się postarzeć o te trzydzieści lat.Dzisiaj zpewnością nie miałby wyglądu młodzieniaszka. Jak idzie, kołysze się w biodrach".1Nawet chód nie zmieniony.Dokładność opisuttóży sprzed trzydziestu lat. Skąd Lelicki zna Różę sprzed trzydziestu lat?Skąd? Skąd?ROZDZIAA SI�DMYUpał gęstniał.Nad miastem wisiała ciemna, nierucho�ma chmura  zapowiedzburzy, kładła się nisko nad dacha�mi wieżowców i zacieśniała horyzont [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • trzylatki.xlx.pl
  • Drogi uĂ…ÂĽytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam siÄ™ na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treÅ›ci do moich potrzeb. PrzeczytaÅ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoÅ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

     Tak, zgadzam siÄ™ na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyÅ›wietlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treÅ›ci marketingowych. PrzeczytaÅ‚em(am) PolitykÄ™ prywatnoÅ›ci. Rozumiem jÄ… i akceptujÄ™.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.